- profil firmy »
- misja firmy »
- historia firmy »
- media »
- strefa agenta »
- news »
- analizy rynkowe »
- Mieszkania z wielkiej płyty budzą coraz większe zainteresowanie. »
- Warszawiacy szukają małych i niedrogich mieszkań na rynku wtórnym. »
- Warszawa – brakuje mieszkań do 40 mkw. »
- Czy to już koniec rodziny na swoim? »
- Nowa ustawa kredytowa »
- Coś z historii »
- Wskaźnik zmian cen »
- Uwagi o rynku nieruchomości »
- Płynność, nieruchomości mieszkalne »
Uwagi o rynku nieruchomości w Polsce, stan na koniec 2008 roku na tle analizy ubiegłego dwudziestolecia.
Opis rynku nieruchomości musi być poprzedzony analizą wstępną sięgającą okresu poprzedniego, w którym budownictwo mieszkaniowe było intensywnie prowadzone, był to okres lat siedemdziesiątych XX wieku. Budownictwo mieszkaniowe rozwijało się intensywnie, ale ówczesna produkcja jest obecnie zużyta i jej praktyczna przydatność do celów mieszkaniowych jest bardzo problematyczna. Wystarczy przytoczyć przykład Niemiec, gdzie większość blokowisk posocjalistycznych kompletnie przebudowano lub rozebrano. Po okresie intensywnego budownictwa nastąpił regres lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Przyczyny były natury politycznej, był to okres transformacji ustrojowej, niedostatecznego udziału banków w finansowaniu budownictwa, a przede wszystkim niskiej zamożności społeczeństwa.
Od początku XXI wieku rynek nieruchomości w Polsce zaczyna zajmować właściwe miejsce w sektorze finansowym i kapitałowym. Uczestnicy rynku postrzegają nieruchomości, jako element gry kapitałowej, widzą w nieruchomościach źródło stałych i pewnych dochodów. Jest to sygnał, że Polski rynek nieruchomości wkroczył w fazę rozwoju kapitalistycznego. Nie należy przy tym tracić z uwagi faktu, że nieruchomości to nie tylko mieszkania, ale również rynek komercyjny. Na normalnym rynku nieruchomości, gdzie mamy do czynienia z produktami z pierwszej ręki (developerzy komercyjni i mieszkaniowi) oraz produktami sprzedawanymi na rynku wtórnym (pośrednicy) obrót jest finansowany przez banki. Rynek nieruchomości, to również podmioty na nim działające: banki kredytujące, fundusze inwestycyjne, przemysł materiałów budowlanych i usługi.
W 2007 roku przy ocenie polskiego rynku nieruchomości trzeba było wziąć przede wszystkim pod uwagę fakt, że potrzeby mieszkaniowe ludności nie są zaspokojone. W Polsce w 2007 roku było ok. 13,9 mln gospodarstw domowych, które mieszkały w 12,7 mln mieszkań. Statystyczny deficyt mieszkań wynosił zatem ok. 1,2 mln mieszkań. Na jedno mieszkanie przypadało w Polsce w 2004 roku - 3,01 osoby, podczas gdy w innych krajach europejskich wskaźnik ten wynosi od 2,1 do 2,7. Do 2020 roku liczba ludności wzrośnie o 8 procent, a liczba gospodarstw domowych o 28 procent. Co roku należałoby wybudować 120 tys. mieszkań, aby do 2020 roku utrzymać obecny wskaźnik liczby osób, przypadających na 1 mieszkanie. Rocznie było oddawanych do użytku ok. 115 tys. mieszkań, a więc mniej niż jest to oczekiwane ze względów demograficznych. W 2005 roku było na jedną izbę 0,81 osoby. Przytoczone dane statystyczne mimo zmniejszenia popytu zauważonego w produkcji developerskiej w 2008 roku nie zmienia faktu, że mieszkań jest za mało na statystyczna ilość rodzin. Brak popytu wiąże się oczywiście z wysokimi cenami mieszkań oraz bardzo niedostateczną pomocą państwową dla rodzin nieposiadających mieszkań
Inną stroną medalu jest zła sytuacja mieszkaniowa w Polsce wynikająca również z niskiego poziomu technicznego dużej części zasobów mieszkaniowych. Szacuje się, że lokatorzy ok. 1 mln mieszkań powinni być wykwaterowani ze względu na stan techniczny mieszkania zagrażający ich bezpieczeństwu. Zły stan techniczny budynków oznacza, że fatyczne zasoby mieszkaniowe są znacznie mniejsze od wykazywanych w oficjalnych statystykach. Przy utrzymaniu się obecnego tempa budownictwa zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych może nastąpić za ok. 20 lat, pod warunkiem, że wypracowane zostaną korzystne sposoby pomocy państwowej dla nabywców mieszkań. Warto przy tym uwzględnić oczekiwania mieszkaniowe ok. 200 tys. małżeństw zawieranych każdego roku. Aby radykalnie rozwiązać problem mieszkaniowy w Polsce w ciągu np. 10 lat należałoby rocznie przekazywać do użytku ok. 400 tys. tanich i małych mieszkań. Tymczasem w ostatnich latach oddaje się do użytku rocznie ok. 115 tys. mieszkań, z czego wiele z nich to duże i drogie obiekty.
Zapaść rynku mieszkaniowego nastąpiła w okresie transformacji ustrojowej. W latach 1997-2002 budowano bardzo mało mieszkań, a poziom dochodów ludności w stosunku do poziomu cen był tak niski, że nie generował popytu na wystarczającym poziomie. W 1978 roku do nowych mieszkań wprowadziło się 284 tys. rodzin, co stanowi ponad dwukrotnie więcej niż ilość oddawanych do użytku nowych mieszkań w 2006 roku. W latach 1978 – 1997 liczba mieszkań oddawanych do użytku malała. W 1997 r. spadek został powstrzymany, choć przybyło tylko tyle nowych mieszkań, ile przekazywano ich do użytku w latach 50-tych. Poniższa tabela obrazuje zapaść rynku budownictwa mieszkaniowego.

Szczególnie istotny wpływy na takie wyniki budownictwa mieszkaniowego ma zapaść w spółdzielczym jego segmencie. W 1997 r. spółdzielnie oddały do użytku tylko 23,1 tys. mieszkań, podczas gdy w 1991 r. - czterokrotnie więcej. Począwszy od 1994 r. liczba mieszkań budowanych przez spółdzielnie jest niższa od budowanych indywidualnie.
Zanikło całkowicie budownictwo zakładowe. W 1996 r. zakłady oddały do użytku 1,6 tys. mieszkań (w I półroczu 1997 r. - 390 mieszkań), podczas gdy jeszcze w latach 1986 - 1990 przedsiębiorstwa budowały średnio 98 tys. mieszkań rocznie. Według GUS w 1997 r. w innych formach budownictwa (komunalnym, zakładowym, przeznaczonym na sprzedaż lub wynajem, społecznym czynszowym wybudowano łącznie 7.062 mieszkania.
Ze względu na zwiększenie udziału budownictwa indywidualnego oraz obowiązujący system kredytowania przeciętna powierzchnia nowo oddawanych mieszkań systematycznie rosła. Od 2000 r. zwiększyła się ona o 32 mkw. i na koniec czerwca 2006 r. wynosiła 68,7 mkw. Przy czym w budownictwie prywatnym - 148,6 m kw., a w spółdzielczym - 75,8 mkw.
W latach 1980 - 2000 utrzymują się niekorzystne relacje dochodów ludności do cen w budownictwie. W latach 80-tych można było kupić za przeciętną pensję 0,8 - 1,2 mkw. powierzchni mieszkania, w 1993 r. - 0,5 mkw., w 1995 r. - 0,7 mkw., w 1997 r. - 0,6 mkw. Dla porównania w większości krajów gospodarczo rozwiniętych przeciętne wynagrodzenie odpowiada wartości zakupu 1,5 - 2,0 mkw. powierzchni użytkowej mieszkania. Średnia cena mkw. nowego mieszkania w Polsce była w 1997 r. 90-krotnie wyższa niż w 1989 r., a przeciętna płaca netto zwiększyła się w tym czasie 42-krotnie. Warto przytoczyć te dane historyczne, gdyż kształtują one poziom, z jakiego startuje Polski rynek nieruchomości.
Przeprowadzone przez GUS badania budżetów gospodarstw domowych pozwalają między innymi na ocenę rozkładów wydatków gospodarstw domowych na towary i usługi konsumpcyjne. Badania obejmują 12 podstawowych rodzajów wydatków, które stanowią dominującą część wydatków gospodarstwa domowego. Wydatki na zakup nieruchomości i spłatę kredytów są klasyfikowane w oddzielnej pozycji, jako rozchody. Jak wynika z badań GUS kredyty hipoteczne, mimo szybkiego wzrostu w ostatnich kilku latach, nie są jeszcze produktem powszechnie wykorzystywanym przez gospodarstwa domowe. W 2005 roku tylko 2,21% gospodarstw domowych objętych badaniem deklarowało obciążenie z tytułu spłaty kredytów hipotecznych. W związku z tym przeciętne miesięczne obciążenie w przeliczeniu na osobę w grupie badanej wynosiło tylko 4,15 PLN, co odpowiadało tylko 0,6% sumy wydatków gospodarstw na towary i usługi konsumpcyjne.[1]Wniosek jest tylko jeden w gospodarstwach domowych tkwi znaczna rezerwa popytu, która jest systematycznie uwalniana w miarę wzrostu dochodów tych gospodarstw.
W 2005 roku wśród nabywców mieszkań posiłkujących się kredytem hipotecznym większość stanowiły gospodarstwa o przeciętnych dochodach wyższych o 54% od średniego dochodu, przy tym zauważono, że mimo wydatków na cele mieszkaniowe nie zmniejszyło się zainteresowanie wydatkami na inne cele konsumpcyjne, gdyż średnie wydatki na inne cele były w tej grupie większe o 39% od średniej dla całej badanej grupy.[2] Dalszą znaczną rezerwę rynkową stanowi obniżenie kosztów kredytu, które miało miejsce w latach 2002 – 2006, mimo znacznego wzrostu wartości kredytów w latach 2003 – 2005, obciążenie spłatą dochodów gospodarstw domowych wzrosło w umiarkowanym stopniu, głównie dzięki spadkowi stóp procentowych, umocnieniu złotego, w 2005 roku oraz wzrostowi dochodów tych gospodarstw. Obliczony na podstawie danych GUS wskaźnik obciążenia spłatą kredytów[3] dla grupy spłacających kredyty hipoteczne w 2005 roku wynosił 19,3%, wobec 18,8% w 2004 roku i 16,6% w 2003 roku.[4] Niestety gwałtowne obniżenie wartości złotówki pogarsza te wskaźniki, co w oczywisty sposób generuje zmniejszenie popytu. Dodatkowo zmniejszenie popytu w 2008 roku spowodowane było gwałtownym wzrostem cen, nadprodukcją dużych i drogich mieszkań, w miejsce tanich i małych mieszkań, a w końcu roku kryzysową sytuacją w wielu bankach, których wycofały się na trzy, cztery miesiące z kredytowania zakupów mieszkań.
W latach 2005-2007 banki konkurując pomiędzy sobą o klienta stworzyły przystępną ofertę kredytową dla gospodarstw domowych, powiększając podaż pieniądza na rynku banki spowodowały gwałtowny wzrost cen na rynku nieruchomości mieszkalnych i wzrost popytu wykupy spekulacyjne. Obecny system kredytowania wykorzystywany jest przede wszystkim przez inwestorów o dochodach dużo wyższych od średniej krajowej. Czy nastąpi równie gwałtowny spadek cen mieszkań? Odpowiedź jest negatywna.
Należy zapytać, kiedy to ożywienie gospodarcze i nieuchronny wzrost płac spowodują dostępność kredytu hipotecznego na zakup mieszkań dla szerszego grona klientów. Chociaż na wtórnym rynku nieruchomości mieszkaniowych, system kredytowania praktycznie nie istniał do 2002 roku, to obecnie również nie istnieje, gdyż kredyty dostępne są dla nielicznych bardzo dobrze zarabiających. W 2007 i 2008 roku aż 85% transakcji dokonywanych było z udziałem banku kredytującego, czy wskaźnik taki się utrzyma, czy rynek zacznie się finansować gotówką, tak jak było przed 2002 rokiem. W którym miejscu jest Polski rynek nieruchomości będziemy wiedzieli już niedługo, gdyż tradycyjnie w okresie Świąt Wielkanocnych następowało ożywienie rynku.
Warszawa dn. 18.01.2009
[1] W całości zacytowano analizę „Finansowanie nieruchomości przez banki w Polsce, stan na czerwiec 2006 r.” wydawnictwo Komisji Nadzoru Bankowego str. 36 i 37
[3] Wskaźnik obciążenia spłatą kredytów hipotecznych definiowany jest jako relacja wydatków z tytułu obsługi kredytu (kapitał + odsetki) do dochodu którym rozporządza gospodarstwo domowe.


do góry